Monday, March 31, 2014

Wynajem mieszkania - dwie perspektywy

Od jakiegoś czasu przybierałam się do napisania postu na ten temat, a wydarzenia ostatnich dni i tygodni skłoniły mnie do tego, by ten post w końcu popełnić.

Z perspektywy najemcy

Od 5 lat mieszkam poza Polską i w tym czasie przyszło mi znów mieszkać w wynajmowanym mieszkaniu. Ostatni raz wynajmowałam nie mieszkanie, lecz pokój, jeszcze w czasach studenckich. Teraz, pomimo że mogę sobie już pozwolić na wynajem całego mieszkania, po trochu czuję się jak za czasów studenckich. Przybyłam tu z jedną wypchaną po brzegi walizką i mój stan posiadania za wiele się od tego czasu nie zwiększył, ograniczam ilość rzeczy do minimum, żeby w razie potrzeby móc się w miarę bezproblemowo wyprowadzić. 

                                                                          Hamburg

To piękne portowe miasto przyciąga wielu przybyszów z zagranicy, jak i z samych Niemiec, więc o wynajem mieszkania nie jest tam łatwo. W lepszych lokalizacjach zmagania o wynajem mieszkania przypominają wyścig szczurów, i to dosłownie! Na wizytę w potencjalnym mieszkaniu idzie się ze swoim CV i listem motywacyjnym. Zazwyczaj staje się w szrankach z kilkudziesięcioma innymi chętnymi, którzy też właśnie w tej lokalizacji chcieliby zamieszkać. Właściciele mieszkań w kandydatach mogą przebierać jak w ulęgałkach. Mnie to szaleństwo związane z wynajmem na szczęście ominęło, w przenosinach pomagała mi firma przeprowadzkowa, która zajęła się również poszukiwaniem mieszkania. Po drugie, zatrudnienie znalazłam w firmie, która cieszy się bardzo dobrą opinią w Hamburgu, co również otwierało mi drzwi do ciekawych możliwości mieszkaniowych. 
Z mieszkania byłam bardzo zadowolona, tylko na początku pojawił się "zgrzyt". Właściciel uczynił warunkiem podpisania umowy moją zgodę na regularne sprzątanie mieszkania przez wyznaczoną przez niego sprzątaczkę. Nie chciałam się na to zgodzić przede wszystkim dlatego, gdyż nie lubię, gdy ktoś grzebie w moich rzeczach, a z tym mi się to trochę kojarzyło. Poza tym najzwyczajniej na świecie, swoje brudy wolę sprzątać sama. Ale nie było rady, jeśli chciałam mieć to mieszkanie, musiałam na ten warunek z niechęcią, acz przystać. Trochę mnie to nawet uraziło, że ktoś nie znając mnie zakłada, że zapuszczę mu mieszkanie. Teraz lepiej rozumiem tą osobę sama występując w roli wynajmującego, o czym za chwilę. Nigdy się tak naprawdę nie wie, na kogo się trafi. 

Moj kącik biurowy w Hamburgu - obowiązkowo z kubkiem kawy z emblematem miasta
A na komodzie konik z Dalarna - ta Szwecja to chyba było przeznaczenie!
Kuchnia mała i biała, ale ją uwielbiałam!

 Sztokholm

Mam chyba wyjątkowy talent do znajdowania się w miejscach, gdzie o wynajem mieszkania jest trudno. Sztokholm pod tym względem bije nawet Hamburg. Jeszcze na 3 dni przed planowanym przyjazdem do Sztokholmu nie miałam nic zaklepanego i dosłownie w ostatniej chwili zdecydowałam się na mieszkanie, które widziałam tylko na zdjęciach. Zaryzykowałam i dzisiaj jestem z tego bardzo zadowolona. 
Przez długi czas dręczył mnie strach, że za chwilę będę musiała się z tego mieszkania wyprowadzić. Nasłuchałam się historii ludzi, którzy co 6 miesięcy  musieli zmieniać miejsce zamieszkania, co zwłaszcza w obcym kraju jest wyjątkowo niekomfortowe, sprawia że chyba jeszcze trudniej się tu zaaklimatyzować. A to wszystko w dużej mierze przez to, że w Szwecji wynajem prywatny przez długi czas był mocno ograniczany. O ile dobrze mi wiadomo, jeszcze wtedy, gdy przyjechałam, wynajem mieszkania ponad 2 lata nie był możliwy, co dwa lata właściciel musiał szukać nowego najemcy. Teraz to wymaganie zmieniono, choć nie wiem dokładnie co zmieniło się w prawie. W każdym razie właściciel mieszkania nadal musi występować z wnioskiem do wspólnoty mieszkaniowej o wyrażenie zgodny na wynajem własnego mieszkania z odpowiednim uzasadnieniem, dlaczego mieszkanie chce wynająć (np. ponieważ wyjeżdża do pracy poza Szwecja, tak jest w przypadku właściciela mojego mieszkania). Wspólnota ma prawo się nie zgodzić, a nawet żądać od właściciela sprzedaży mieszkania, jeśli długofalowo nie zamierza on czy ona przyczyniać się do dobra wspólnoty mieszkając w jej obrębie. Słusznie czy niesłusznie, przyjmuje się tu, że osoba wynajmująca nie będzie w sposób wystarczający dbać o dobro wspólnoty. Przyznam, że moje pojawienie się na wiosennym sprzątaniu dziedzińca wywołało mała sensację, że się tam pojawiłam, pomimo że tylko wynajmuję tam mieszkanie...
W każdym razie jestem mega wdzięczna za to mieszkanie mając nadzieję, że jego właściciel jeszcze długo pozostanie poza granicami Szwecji i będzie chętny mi je wynajmować. 

Moje wynajmowane mieszkanie w Sztokholmie

Z perspektywy wynajmującego

Od 5 lat sama występuję również w roli właściciela wynajmującego mieszkanie. Pewien czas temu mieszkanie zwolniło się i szukałam nowych lokatorów. Spodobało się pewnej pani i bardzo chciała je wynająć, ale dopiero za dwa miesiące. Nie mogłam się na to zgodzić, ponieważ nie chciałam, by przez miesiąc mieszkanie stało puste. Pani nalegała i zaskoczyła mnie swoim myśleniem, tu cytuję "ale co pani na tym traci, przecież to tylko 300 PLN czynszu, ale w zamian ma pani konkretnego chętnego...". No tak, tylko że je za to mieszkanie spłacam jeszcze kredyt, więc ta strata byłaby dla mnie dużo większa. Na szczęście znaleźli się inni chętni i mieszkanie nie stało puste. 
Nie wiem dlaczego, ale w Polsce właściciel mieszkania jest niekiedy postrzegany jako krezus lub wyzyskiwacz. Dzisiaj w samolocie siedziałam obok starszej pani, która bulwersowała się tym, że właścicielka mieszkania, które wynajmuje jej wnuczka-studentka, wymaga pełnej płatności za okres wakacyjny.... Ręce po prostu opadają... a we mnie się aż zagotowało, ale nie chciałam kłócić się z tą panią czy próbować wyprowadzić ją z błędu, że właściciel też człowiek i też ponosi często wysokie koszty. I że wcale nie musi być instytucją dobroczynną.

Ostatni weekend, zamiast cieszyć się piękną pogodą w Poznaniu, spędziłam czas na szorowaniu mieszkania przed wprowadzeniem się nowych lokatorów. Generalnie nie mam powodów do narzekania, bo wynajmujący byli ok, z jednym małym "ale". Po zakończeniu wynajmu mieszkanie nie zostało posprzątane. Z mojego pięcioletniego doświadczenia wynika, że dziwnym trafem sprzątanie mieszkania w pojęciu najemcy ogranicza się w dużej mierze do wyniesienia swoich rzeczy.

Teraz lepiej rozumiem właściciela mieszkania z Hamburga. Wynajmował mieszkanie, zanim ja się tym zajęłam i poznałam co to znaczy. Zrozumiałam, że miał kiepskie doświadczenia w kwestii poczucia czystości wynajmujących i obdarzał ich ograniczonym zaufaniem, w czym miał dużo racji.
Bynajmniej nikogo nie zniechęcam do wynajmu, co najwyżej stwierdzam, że najemcy bywają na bakier z pojęciem czystości, lub też mają jego inną wykładnię. 

To takie moje przypadkowe refleksje na temat wynajmu i najmu mieszkania.
Pozdrawiam
Marta


Monday, March 3, 2014

Bitwa o dom

Bynajmniej nie mam zamiaru pisać o tym chyba popularnym programie telewizyjnym, ale o sytuacji z jaką zmierzyć się musi potencjalny nabywca mieszkania w Sztokholmie. Faktem jest, że mieszkać w Sztokholmie chce wielu, ale niestety mieszkań nie przybywa równie szybko co chętnych na nie. Finalnie w Sztokholmie zamieszka zatem ten, kto da więcej, dosłownie. Podejrzewam, że w Szwecji zakup mieszkania zaliczany jest do jednego z najbardziej stresogennych przeżyć. Od ponad dwóch lat obserwuję zmagania Szwedów i nie Szwedów w pogoni za wymarzonym lokum i nadziwić się nie mogę, jak ludzie się w ten zakup mieszkania angażują. Prawda jest taka, że chcą czy nie chcą, muszą w tym całym szaleństwie brać udział, jeśli nie zrezygnują z marzenia o w miarę centralnej lokalizacji. 
Pamiętam jak na przełomie 2007 i 2008 próbowałam kupić swoje pierwsze mieszkanie w Poznaniu i w wielu miejscach odchodziłam z kwitkiem, bo byłam 6 lub 7 w kolejce na mieszkanie, bo tylu było chętnych. Finalnie udało mi się u jednego z deweloperów wskoczyć na pozycję nr 1 do mieszkania, ale tylko dlatego że nachodziłam ich de facto zanim wprowadzili ofertę do sprzedaży. Ale to i tak nic w porównaniu z tym co dzieje się w Szwecji. Ceny rosną w oczach. 
Chciałam wam pokazać przykład bitwy o mieszkanie ze znanej i lubianej strony pośrednictwa nieruchomości z Goteborga czyli Alvhem Makleri. Ich strona właśnie przeszła re-launch oraz pojawiła się na niej nowa funkcjonalność, można obserwować proces licytacji mieszkania w górę!
To mieszkanie o powierzchni 56 metrów zostało wystawione na sprzedaż w cenie 2,65 mln SEK czyli w przeliczeniu na złotówki ponad 1 mln PLN! Kwota ta była oznaczona jako cena akceptowalna -"accepterat pris" - czyli jako taka, za którą sprzedający jest gotowy sprzedać to mieszkanie.


 Ale to dopiero początek... 
Po visning, czyli oficjalnym oglądaniu mieszkania, najwyraźniej przypadło ono do gustu wielu kupującym, bo rozpoczęli o nie zaciekłą bitwę. To podsumowanie przedstawia historię zmagań licytujących. Na chwilę obecną cena mieszkania została podbita już do 3, 34 mln SEK - to aż 26% więcej niż wynosiła cena ofertowa!!!! I jak tu nie zwariować, gdy chcesz po prostu kupić mieszkanie... a jego cena rośnie w oczach!


Hmm, nie wiem co jest tak wyjątkowego w tym mieszkaniu, że warto o niego tak zaciekle walczyć. Na pewno jest bardzo ładne, jak to z Alvhem, ale czy warte aż tyle... Sami zobaczcie:

Źródło: Alvhem Makleri
Pozdrawiam serdecznie
Marta

Friday, January 17, 2014

Miesiąc "lusekatter"

Mowa oczywiście o grudniu, w którym to miał powstać ten post i powstania się nie doczekał. Grudzień minął niesamowicie szybko, zdecydowanie zbyt szybko. Na święta jechałam do Polski i choć z jednej strony cieszyłam się na dłuższy pobyt wśród najbliższych, szkoda było opuszczać Sztokholm, który w okresie świątecznym wygląda prawdziwie magicznie. Grudzień to obok miesięcy letnich to moja ulubiona pora roku w Szwecji. Dzień jest krótki (ale nie aż tak bardzo krótszy niż w Polsce, z tymi ciemnościami, o których się mówi, to przesada, przynajmniej jeśli mówimy o Sztokholmie), ale gdy tylko robi się ciemniej, Sztokholm rozbłyska tysiącami świateł i światełek umieszczonych w oknach, najczęściej mieni się za sprawą lamp w kształcie gwiazd. I w moim oknie gwiazd nie mogło zabraknąć i choć grudzień już dawno za nami, gwiazdy nadal oswajają ciemności.
Co do lusekatter czyli adwentowych bułeczek drożdżowych z dodatkiem szafranu - od razu je polubiłam. Tak to z nimi jest, że albo się ich smaku nie znosi, albo się od niego uzależnia. Ja zdecydowanie należę do tej drugiej grupy. Poza adwentem lusekatter nie uświadczysz. To trochę jak w Poznaniu rogale świętomarcińskie. Kiedyś moi goście wybrali się w styczniu do cukierni w nadziei, że spróbują tego przysmaku. Sprzedawczyni zrobiła wielkie oczy i z wyrzutem powiedziała "rogale w styczniu! nie mamy" tonem dającym do zrozumienia, że popełniło się bluźnierstwo. 
Do tej pory wciągałam na potęgę lusekatter z wszelkiej maści supermarketów i cukierni. Twierdziłam, że są dobre do czasu, gdy nie spróbowałam tych domowych. W tym roku dostałam zaproszenie na pieczenie tych sławetnych bułeczek. Frajdy było co nie miara, bułeczki wyszły wyśmienite. A oto efekt naszych piekarniczych zmagań :)






Kolejne lusekatter zjem pewnie dopiero za rok, chyba że mnie coś podkorci i upiekę "nielegalnie", znaczy poza adwentem ;)

Pozdrawiam serdecznie
Marta

Sunday, October 20, 2013

JUST DO IT!

Czasami słyszę pytanie rzucone w kontekście różnych dziedzin życia: "ale jak to zrobiłaś?". Po prostu zrobiłam, nie mam innego wytłumaczenia. Ale jak udało ci się wyjechać na studia zagraniczne? Po prostu złożyłam aplikację i wyjechałam. Ale jak udało ci się kupić mieszkanie? Złożyłam wniosek o kredyt i kupiłam. Niby proste jak drut, a my cały czas zadajemy sobie to samo pytanie niepotrzebnie komplikując to, co w rzeczywistości jest dziecinnie proste. Sami stwarzamy sobie bariery, których tak naprawdę często nie ma, wymyślamy dziesiątki przeszkód i wymówek. Muszę sobie o tym również często przypominać, bo chociaż jestem tego świadoma i niejednokrotnie z sukcesem stosowałam tą zwykłą  filozofię "po prostu robienia", to nie mogę pozbyć się tendencji do komplikowania spraw. 

 
 Źródło: 1. Pinterest 

Mój mąż ostatnio wysłał mi ciekawy cytat Harv'a Ecker'a. Niby dziecinnie proste, a jednak nie. 

Tutaj oryginał angielski:

Here’s another problem people have—fear and uncertainty. You’re not going to know how to do what you want to do before you do it, and most people are waiting to know enough to be able to take action and go do it, which will never come.
You didn’t learn to drive a car by watching a video, did you? You got in the car, sputtered between the brake and the gas—driving your parent somewhere between frightened and resigned—but then you finally got pretty good at it. The things you want to do you have to do!

A tu w moim koślawym tłumaczeniu:

Problemem ludzi jest strach i niepewność. Nie będziesz wiedzieć, jak zrobić to, co chcesz zrobić, zanim to zrobisz, a większość ludzi czeka, by zdobyć wystarczającą wiedzę, by podjąć działanie i zrobić to, ale ta chwila nigdy się nie nadchodzi.   

Nie nauczyłeś się jeździć samochodem oglądając film, nieprawdaż? Wsiadłeś do samochodu, stękającego między hamowaniem a dodawaniem gazu, doprowadzając swego rodzica na pogranicze strachu i rezygnacji ale finalnie stałeś się całkiem dobrym kierowcą. Te rzeczy, które chcesz zrobić, musisz ZROBIĆ!
 Źródło 2. Pinterest

Dość tego gadania! Zabieram się za robotę!
Pozdrawiam serdecznie
Marta

Sunday, October 6, 2013

Affordable art fair w Sztokholmie

Szczególnym znawcą sztuki nie jestem, ale lubię z nią obcować, dlatego w ten weekend zdecydowałam się wybrać na Affordable Art Fair, który odbywał się już po raz drugi  Sztokholmie. Wystawa zajmowała dwie duże hale w porcie, gdzie wystawiało się łącznie 75 galerii głównie ze Szwecji, ale również innych części Europy. Bardzo podoba mi się idea przyświecająca tej imprezie, że sztuka wcale nie musi być aż taka droga, a przez to bardziej dostępna. Na targach można było również kupić wystawiane prace. Ja wyszłam z pustymi rękoma (w wynajmowanym mieszkaniu niestety mam zakaz wieszania czegokolwiek na ścianę :(, ale za to z głową pełną wrażeń.
A tu kilka migawek z wystawy, głównie zabawnych, bo takie najbardziej zwróciły moją uwagę. 




Tutaj bardzo spodobał mi się pomysł bułgarskiego artysty, by zobrazować mapę Europy przed wojną i obecnie wykorzystując do stworzenia mapy okładki paszportów z tamtych czasów i obecnych. Za sprawą Unii Europejskiej kolorystyka Europy bardzo się ujednoliciła :)


A tu Królewna Śnieżka po znalezieniu księcia w bardziej realistycznym ujęciu ui zdecydowanie współczesny Czerwony Kapturek. 


Na targach nie wystawiała się żadna galeria z Polski, a szkoda. Za to znalazłam jeden akcent Polski na jedny z prezentowanych obrazów. No cóż, nie takiej inspiracji z Polski bym się spodziewała.Obraz przedstawiał piwa świata.

 

 Świecznik-kiełbasa?
Ma miejsce na 4 świece czyli na tle, ile zawsze mają tradycyjne szwedzkie świeczniki adwentowe. 


A te dwa obrazy naprawdę mi się spodobały i chętnie zobaczyłabym je u siebie w domu.
Przyznam, że te nie były już tak affordable...


Pojwiam się tu i znikam. Może nadchodząca zima i związany z tym wydłużony czas przebywania w domu wpłyną na moją częstotliwość pozostawiania wpisów.

Tymczasem pozdrawiam was serdecznie z przytulnej północy.
Marta

Tuesday, July 16, 2013

Statystyki Vasastan

Skandynawska prasa, zwłaszcza ta lokalna, lubuje się w statystykach. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Kiedyś zdarzyło mi się mieszkać w Danii i na zajęciach językowych statystyki pojawiały się pod każdą postacią; czytanki, pracy domowej do napisania, w zadaniu egzaminacyjnym. Może była to część metody nauczania, ale my zawsze żartowaliśmy, że to sposób prasy na tworzenie newsów w kraju, w którym za wiele się nie dzieje (czyt. nie ma większych katastrof, o których lubią rozpisywać się media). 
Wczoraj trafiła do mnie lokalna gazeta i temat główny bardzo mnie zaintrygował - "Knajpa stała się drugim domem". Dla kogo? Dla mieszkańców Vasastan (jedna z dzielnic Sztokholmu), do których ja między innymi się obecnie zaliczam. Artykuł zaś bazował na najnowszej .... statystyce sprowadzającej zwyczaje obiadowo-kolacyjne mieszkańców dzielnicy do liczb.
Na Vasastan kryzys najwidoczniej nie zawitał, bo aż 58% mieszkańców dzielnicy stołuje się poza domem co najmniej raz w tygodniu. Rekordziści, którzy stanowią 4% mieszkańców, jedzą poza domem każdego dnia!
Zdecydowana większość mieszkańców dzielnicy pozostaje jej wierna i nie jada poza jej granicami. Przyznam, że dostęp do kafejek, restauracji i barów był jednm z punktów, który zadecydował o tym, że ja również zdecydowałam się tu osiedlić. Aż tak często nie przesiaduję w restauracjach, ale lubię atmosferę jaką ich obecność tworzy. 

Jednym z kultowych miejsc Vasastan jest Cafe Tranan. Położona tuż przy Odenplan restauracja serwuje podobno przepyszne dania kuchni szwedzkiej. Jeszcze nie miałam okazji tam jeść, miałam kilka podejść, ale zazwyczaj nie było już miejsc. Poza tym miejsce bywa strasznie zatłoczone, więc ciężko się tam rozmawia, ja zaś lubię jeść w towarzystwie. W każdym razie plan jest taki, by kiedyś jednak tego miejsca i jedzenia doświadczyć.


 Źródło: Momondo

 Źródło: SvD

Jak donosi artykuł, bywalcy kawiarni podobno twierdzą, że restauracja stała się ich salonem lub balkonem, którego nie mają w domu. Hmmm, może gdyby mniej tam bywali, łatwiej byłoby o ten balon w domu ;)

Pozdrawiam
Marta

Tuesday, December 11, 2012

Magiczna zima w Sztokholmie

Zima na dobre rozgościła się w Sztokholmie przynosząc prawdziwie magiczną atmosferę. I jak tu jej nie lubić! A tak byłam przed nią przestrzegana zanim przyjechałam do Szwecji. Codziennie się nią zachwycam.


Prawda, że jest pięknie!??
Pozdrawiam
Marta